banner_moli_sklep_zycia.jpg

Piotr Roman: W takim projekcie uczestniczyć nie będziemy. Prezydent wyjaśnia motywy politycznego rozstania z Rafałem Dutkiewiczem

Prezydent Bolesławca Piotr Roman o funkcjonowaniu i założeniach ruchu Obywatelski Dolny Śląsk, bezpartyjnych samorządowcach, najbliższych wyborach oraz bolesławieckiej scenie politycznej.

Czy decyzja prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza o tworzeniu w najbliższych wyborach wspólnych list z Platformą Obywatelską jest przez samorządowców zrzeszonych wokół ruchu Obywatelski Dolny Śląsk postrzegana jako zdrada?

Piotr Roman: Nie rozpatrywałbym tego w kategoriach zdrady, bo prezydent Dutkiewicz zapowiedział nam odpowiednio wcześniej, że to właśnie zamierza zrobić. My, mówię tutaj o sobie i o prezydencie Lubina Robercie Raczyńskim, odparliśmy, że w takim projekcie uczestniczyć nie będziemy, bo nie widzimy potrzeby wiązania się z kimś znowu przed wyborami. Chcemy realizować po swojemu Obywatelski Dolny Śląsk, czyli projekt jednoczenia samorządowców, którzy nie widzą dla siebie miejsca w partiach. Widzimy jego duże możliwości, a prezydent Wrocławia po prostu wybrał co innego.

Czy Obywatelski Dolny Śląsk walczy o tych Polaków, którzy są sfrustrowani polską polityką i nie widzą żadnej partii, na którą warto oddać swój głos.

Piotr Roman: Istnieje duże grono ludzi, którzy wśród polityków partii politycznych, jakie mogą wejść choćby do sejmiku wojewódzkiego, nie mają na kogo głosować. Jednocześnie obywatele są związani lokalnie ze swoim wójtem, burmistrzem. Przecież ponad 80 procent burmistrzów w Polsce jest bezpartyjnych. Pragniemy posiadać swoją siłę w sejmiku, bo sejmik właśnie dzieli pieniądze, a my chcemy te pieniądze dla gmin pozyskać. Nie chcemy być w sytuacji proszącego, który błaga partie polityczne o pieniądze. Mamy pełne prawo mieć swoich reprezentantów bez przynależności partyjnej. Ten pomysł nie rozwija się tylko na Dolnym Śląsku. Akurat niedawno byłem w województwie lubuskim i tu się to samo tworzy, podobnie jak na Kielecczyźnie. A podam też przykład z zagranicy: Kraj Liberecki w Czechach - hetmanem czyli marszałkiem tego regionu jest właśnie osoba bezpartyjna.

Na co najbardziej w swoim programie stawiają ludzie, którzy nie są zrzeszeni w partiach? Czy różnią się i czym się różnią od partyjnych polityków, zawsze obiecujących,tyle że przed wyborami?

Piotr Roman: Za nami stoi już duże doświadczenie i to, co już zrobiliśmy w gminach. Preferowane są takie osoby, które już w samorządzie funkcjonują i coś pokazały. Nie ma u nas oszołomów, ponieważ wyborcy eliminują ich w wyborach samorządowych. Taki burmistrz, któremu raz się może udać, już później najczęściej odpada. Kolejna sprawa – nie jesteśmy scentralizowaną strukturą, czyli nie decyduje jakieś tajne gremium np. w Warszawie. Jesteśmy absolutnie jawni, można nas skontrolować, zobaczyć, co zrobiliśmy można sprawdzić jaka była nasza droga. Nie chcemy prowadzić w sejmiku jałowych sporów ideologicznych, tylko spory inwestycyjne o tym, co jest najważniejsze w regionie.

Jak wygląda z pańskiej perspektywy scena polityczna w Bolesławcu. Czy wskazałby pan faworytów tych wyborów i czy lokalna polityka wygląda jak ta ogólnokrajowa: PO vs. PiS, lewica kontra prawica?

Piotr Roman: Musimy to rozróżnić. Inaczej wyglądają wybory do gminy, do rady miasta, na prezydenta, inaczej wybory do powiatu, inaczej do sejmiku. Zaczynając od góry, w wyborach do sejmiku główną rolę odgrywają duże ugrupowania i sondaże pokazują, że istnieje w tej chwili równowaga między PiS a PO, więc na Dolnym Śląsku tak to będzie raczej wyglądać. Jeśli chodzi o powiat bolesławiecki, do tej pory w radzie powiatu rządziła koalicja PO z SLD i z PSL, ale przy cichym wsparciu PiS. To znaczy, że radni z Prawa i Sprawiedliwości głosowali za prawie wszystkimi ważnymi uchwałami w radzie powiatu. My tutaj próbujemy z burmistrzem Nowogrodźca zbudować blok bezpartyjny, za pomocą którego wprowadzimy radnych, którzy będą reprezentować interesy naszych wyborców, a nie partii politycznych. Pierwszy raz wybory do rady gminy i miasta odbędą się w okręgach jednomandatowych, więc tutaj oprócz przynależności do jakiegoś komitetu, duże szanse mają silne jednostki, czyli osoby cieszące się społecznym poważaniem, prestiżem.

A będzie pan kandydował w wyborach prezydenckich?

Piotr Roman: Tak, natomiast nie wiem na razie, kto będzie jeszcze startował. Na pewno w tym stałym układzie, który kształtuje się na poziomie województwa, trzeba się spodziewać silnych nazwisk na liście wyborczej.

Na czym najbardziej skupia swoją uwagę prezydent Piotr Roman i nad czym będzie pracował najmocniej, gdy zostanie wybrany na kolejną kadencję prezydencką. Jakiś obszar czy projekt jest teraz szczególnie ważny?

Piotr Roman: Niewątpliwie chodzi o sprawy gospodarcze, czyli przyciąganie inwestorów, tworzenie nowych miejsc pracy, co dla miasta jest absolutnym priorytetem. Ten rok określiłbym jako bardzo udany, ponieważ kilku inwestorów dostało nowe pozwolenia, kilku innych deklaruje nowe, duże inwestycje. Stajemy się powoli centrum regionalnym, ponieważ powstają stanowiska pracy dla ludzi mieszkających w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Zależy mi na tym, żeby ludzie mieli pracę i, co równie istotne, za godziwe pieniądze. Bywa różnie, ale idzie w dobrym kierunku. Kiedy zaczynałem 12 lat temu, stopa bezrobocia dochodziła do 25 procent w roku 2002 i Bolesławiec, co gorsze, zaliczany był do obszarów bezrobocia strukturalnego, czyli takiego, w którym bardzo trudno będzie o jakąś zmianę.

Jak sytuacja wygląda dzisiaj?

Piotr Roman: Teraz stopa bezrobocia w mieście wynosi grubo poniżej 10 procent. W specjalnej strefie powstało 600 nowych miejsc pracy, a jeżeli to się pomnoży przez ludzi, którzy pośrednio korzystają z tego „boomu” inwestycyjnego – to już duża rzecz. Wydaje mi się, że kolejną ważną rzeczą jest większa synchronizacja działań w mieście i powiecie. Stąd ten pomysł na wystawienie listy do powiatu, ale w której będą mieli udział samorządowcy z naszych gmin.


SAMORZĄDOWCY ODCHODZĄ OD DUTKIEWICZA I TWORZĄ WŁASNY KOMITET

Decyzje Rafała Dutkiewicza o zacieśnieniu współpracy z Platformą Obywatelską nie spodobały się wielu członkom i samorządowcom współpracującym z Obywatelskim Dolnym Śląskiem, którego liderem jest prezydent Wrocławia. Decydujące znaczenie miała jednak zgoda Dutkiewicza na start jego ludzi do sejmiku wojewódzkiego pod szyldem rządzącej partii. Takie rozwiązanie było nie do przyjęcia dla wielu, zwłaszcza prawicowych, samorządowców. Wśród nich znaleźli się m. in. prezydent Bolesławca Piotr Roman, prezydent Lubina Piotr Raczyński oraz radni sejmiku wojewódzkiego Patryk Wild oraz Dariusz Stasiak (obydwaj z Obywatelskiego Dolnego Śląska). W najbliższych dniach decyzję co do swojej przyszłości mają podjąć inni ważni politycy tego stowarzyszenia. Samorządowcy, którzy rozstali się z Dutkiewiczem, zapowiadają stworzenie własnego komitetu, który wystartuje na pewno w wyborach do sejmiku województwa. Wiele wskazuje na to, że nowa inicjatywa wystawi swojego kandydata również w walce o wrocławski Ratusz.

Autorem wywiadu jest Maciej Rajfur dziennikarz portalu www.wdolnymslasku.pl / www.facebook.com/wDolnymSlasku

Komentarze

zgadzam się z prezydentem: przede wszystkim nowe miejsca pracy i mieszkania - infrastruktura w mieście rozwija się dobrze

dołączyłbym jeszcze południowo - wschodnie obejście miasta

Partia Piotra Romana ideowo bezpartyjna, tylko czemu wśród kandydatów do miasta i w powiecie tylu kierowników, prezesów, dyrektorów innych pracowników instytucji miejskich, kupą mości Panie i Panowie, trza się przy władzy utrzymać.

Altruizm samorządowców, polityków i innych "działaczy" którym się zawsze coś wydaje, a tak naprawdę liczą na władzę i związaną z władzą kasę, jest ogólnie znany. Nie interesuje mnie ten temat. Sugeruję umieszczać piękne widoki, niż różnych zaklinaczy węży. Popieram większość NIE CHODZĘ NA WYBORY !

Rozumiem tych co w Bolesławcu zamierzają zignorować wybory samorządowe, bo w uczestnictwo w nich oznacza wybór pomiędzy dżumą i cholerą. Jedna sitwa gorsza od drugiej. Amen.

Najlepiej siedzieć w domu i klikać w klawiaturę. Ludzie, ogarnijcie się - idźcie na wybory. Wybór kandydatów jest ogromny.

Właśnie dlatego, że czuję się człowiekiem wolnym, świadomym i odpowiedzialnym - NIE IDĘ NA WYBORY. Mój głos nie będzie firmować i uwiarygadniać rzeczywistości, z którą się nie zgadzam. Uważam, że ignorowanie takiej demokracji jest moim prawem i zamierzam z niego skorzystać. W wielu głosowaniach jest przecież opcja: za, przeciw i wstrzymuję się.

Nie chodzić i nie głosować, a tylko jęczeć to faktycznie postawa obywatelska XXI wieku. Oby coraz mniej takich "obywateli"

Sowieckie myślenie. Iść na wybory i zagłosować. Bo tak trzeba. Bolszewizm!

Lepiej nie głosować i ciągle narzekać, jak to jest źle. To jest logika.

Strony

Dodaj komentarz

zapisując komentarz akceptujesz regulamin strony - wszelkie niecenzuralne słowa nie zostaną wyświetlone
Target Image