Pod koniec października w Bolesławcu odbył się tzw. „marsz równości”. Zorganizowali go m.in. aktywiści – dziennikarze portalu istotne.pl piszącego m.in. na zlecenie władz miasta oraz proaborcyjna aktywistka wspierana przez prezydenta miasta Piotra Romana jako kandydatka do Sejmu RP w ostatnich wyborach.

Marsz ten spotkał się wówczas z odpowiedzią kibiców, którzy zastawili wejścia do rynku, na którym grupa bolesławian w skupieniu odmawiała Różaniec. Wszystko to pod liczną obstawą Policji, która skutecznie pilnowała, aby do konfrontacji nie doszło. To już było.

No i nadszedł czas „zemsty” wyżej wymienionych proaborcyjnych aktywistów za nieudany frekwencyjnie marsz. Zemsty, ale nie na silnych kibicach, tylko na tych spokojnych, modlących się w minioną sobotę na Rynku chrześcijanach. Tak łatwiej, bo ci nie oddadzą nawet słowem, mimo, że aktywiści gorączkowo na to liczyli. Nie doczekali się, wbrew prowokacyjnym transparentom i wykrzywianym hasłom zachęcającym do zabijania nienarodzonych. Jedyną reakcją modlących się było wezwanie Policji. Zrobili to raczej nie w swojej obronie, ale w obronie tych, których publiczna modlitwa uwiera, jak święcona woda złego, bo kibice potrafią pojawić się znikąd w ciągu kilku minut.

Oczywiście, na portalu opłacanym z naszych podatków pojawiła się poniżająca modlących relacja. Opluwali, a w komentarzach wciąż opluwają ci, którzy na co dzień machają tęczową flagą z ustami pełnymi „tolerancji”, „akceptacji” i „miłości”. Każą chrześcijanom m.in. chować się do kościołów, wyzywają od ciemnoty, staruch po menopauzie, średniowiecza, itp. I to wszystko dlatego, że w spokoju modlili się na Rynku w ramach ogólnopolskiej akcji Różańca m.in. za życiem poczętym. Bez politycznych haseł i znaków. Po prostu, tylko modlitwa. Właśnie, widać nie „tylko”, ale „aż”, bo po reakcji aktywistów poznać można jaka jest jej siła.

Oglądając video i zdjęcia z relacji, moją uwagę przykuł szczególnie nastoletni chłopak, który z zamkniętymi oczami i złożonymi dłońmi pozostawał zatopiony w modlitwie i niewzruszony na to, co się dzieje dookoła. Był skupiony i spokojny. Zdawał się rozumieć sytuację i doskonale definiował, co się wokół niego dzieje. Zazdroszczę takiej siły i wiary. Obraz ten przypomniał mi fragment sienkiewiczowskiego „Quo Vadis”, w którym psy i lwy Nerona szarpały chrześcijan na arenie igrzysk.

Neron dba o swoje dzikie zwierzęta, mimo, że czasem bez pozwolenia zaczęły wyłazić z klatki. Boi się zagonić je z powrotem i ograniczyć wsparcie, bo wie, że sam może stać się ich ofiarą. Pytanie tylko gdzie są ci sprawiedliwi wokół niego, którzy za srebrniki i ze strachu jak te trzy małpki udają, że nic nie widzą, nic nie słyszą i nic nie mówią?

Witold

(Fot. Kadr z filmu „Quo Vadis”, Pl. 2001)

5
0
Would love your thoughts, please comment.x